Women and snowboards captured by Jérôme Tanon's lens
Francuz Jérôme TANON od 10 lat pracuje jako fotograf snowboardowy. Jako samouk już dawno przestawił się z aparatu cyfrowego na stary aparat na kliszę. Jego najnowszy projekt „Heroes” z efektownymi czarno-białymi zdjęciami rzuca nieco światła na kobiecy snowboard. Podążając śladami takich wspaniałych sportsmenek jak m.in. Desirée Melancon, Nirvana Ortanez, Elena Graglia, Annie Boulanger, fotograf starał się uchwycić ich energię i talent.
Zadaliśmy mu kilka pytań, aby lepiej zrozumieć jego motywację i proces robienia zdjęć w ruchu aparatem analogowym.
Czy możesz powiedzieć w kilku słowach, czym jest projekt „Heroes”?
Jest to ambitny projekt artystyczny i fotograficzny, który stawia w centrum uwagi snowboardzistki. Obecny poziom zainteresowania i wsparcia, jakie otrzymują, nie dorównuje ich talentowi i poświęceniu dla snowboardu. Wreszcie jest projekt fotograficzny, którego głównymi bohaterkami są kobiety!
Powiedziałeś, że pozycja kobiet w snowboardzie bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich 25 lat. Jakie było miejsce kobiet w snowboardzie 25 lat temu, a jak jest dzisiaj?
Nie byłem tego świadkiem, ale mimo wielu niesamowitych pionierek, takich jak Victoria Jaleouse, Tina Basich, Annie Boulanger i innych, kobiety były w większości widoczne w katalogach, a nie na zdjęciach sportowych. A szkoda, zważywszy na to, jak są bardzo utalentowane. Teraz magazyny i marki wreszcie zaczynają poświęcać im więcej uwagi w mediach i przeznaczają większy budżet na kręcenie filmów. Ale to dopiero początek zmian.
W ramach kampanii crowdfundingowej, którą rozpocząłeś w celu sfinansowania projektu, zebrałeś 22 000 EUR, czyli ponad dwukrotnie więcej niż zakładałeś (10 000 EUR). Czy spodziewałeś się tak dużego wsparcia?
Po cichu tak, ha ha! 10 000 EUR, o które początkowo prosiłem, nie wystarczyło na druk, więc dla mnie, jako małego przedsiębiorcy i niezależnego artysty, to niespodziewane wsparcie było prawdziwym błogosławieństwem. Wielkie dzięki dla snowboardzistów!
Dlaczego postanowiłeś zrobić sesję aparatem analogowym? Co sprawiało Ci najwięcej trudności?
Szczerze mówiąc, to nawet nie był wybór, to było po prostu oczywiste. Chciałem uzyskać historyczne ikony, zdjęcia, przedstawiające kobiety na deskach snowboardowych, które można by powiesić w muzeum, więc wybór tradycyjnej metody przyszedł naturalnie. Pasjonuje mnie też praca nad tymi małymi zdjęciami w mojej ciemni, dłońmi, w staromodny sposób. Miałem tylko kilka arkuszy papieru fotograficznego Adox, ponieważ jego produkcja została wstrzymana lata temu, czyli tylko od 1 do 3 arkuszy na zdjęcie. To prawie niemożliwe wyzwanie, gdyż do uzyskania właściwego wydruku może być potrzebnych nawet 10 arkuszy. Ale potrafię dobrze pracować pod presją, więc starałem się, jak mogłem.
Czy możesz podać więcej szczegółów na temat procesu, który zastosowałeś – od momentu zrobienia zdjęcia do ostatecznego wydruku?
Robię zdjęcie w średnim rozmiarze, dzięki czemu ostrość jest niezwykle precyzyjna, zwłaszcza przy prędkości i rozmyciu, które towarzyszą zdjęciom w ruchu. Oczywiście za każdym razem robię tylko jedno zdjęcie. Ale to jest ten dreszczyk emocji – presja. Następnie pracowałem nad negatywami za pomocą pędzla, tuszu i grawerowanych punktów. Rysowałem i rytowałem na negatywach, aby nadać im teksturę i zapisać słowa oraz myśli przedstawionych osób. Użyłem techniki zwanej „akwafortą”, aby w pełni wydobyć z obrazów ich potencjał. Jest to technika, która wymaga niebywałej precyzji w przeciwnym razie negatywy nadają się do wyrzucenia!
Wziąłeś udział w wyprawie Zabardast, podczas której obserwowałeś załogę. „Heroes” to Twój pomysł, byłeś sam. Czym różniły się oba projekty?
Miałem całkowitą wolność, ale także znacznie mniejszy budżet! Spędziłem dwa lata, inwestując mnóstwo czasu i środków, aż w końcu się udało! Wreszcie obrazy, teksty i prace, które składają się na projekt „Heroes” zostaną zaprezentowane publiczności. To teraz tak naprawdę zaczyna się cała praca: premiera, promocja, wystawy, które należy przygotować. A Salomon był jedyną marką w branży, która zainteresowała się moim projektem i pomogła mi sfinansować podróże, za co bardzo dziękuję.
W książce jest też sporo prac samych snowboardzistek. Jak ważny był dla Ciebie ich wkład?
Niezwykle istotny! Wszystkie mają zacięcie artystyczne, a niektóre z nich są profesjonalnymi artystkami. Ich prace wprowadzają do książki więcej koloru i głębi, ponieważ wszystkie moje zdjęcia są czarno-białe.
Jakieś wystawy w planach?
Tak! W Art by Friends od 24 października do 5 listopada w Annecy (gdzie mieści się siedziba marki Salomon). Zapraszam również wszystkich na wernisaż 24-go o godzinie 19:00, a także na Chambéry Mountain Film Festival we Francji od 6 do 8 listopada. Wciąż szukam miejsc na wystawę, dlatego będę wdzięczny za polecenie osób, które pomogłyby w jej realizacji.
Ostatnie słowo?
Kupcie książkę! (link do książki)
Zdjęcia: Jérôme TANON