24-godzinne wyzwanie Kiliana Jorneta zakończyło się po 10 godzinach

Wykład: 5 min

4  Polubienia

Jak zawsze Kilian Jornet miał odważne plany. Po raz pierwszy postanowił wyjść ze swojej strefy komfortu, opuścić góry i pobiec na bieżni. Na początkowym etapie 24-godzinnego biegu Phantasm na bieżni położonej w cichej miejscowości Måndalen w Norwegii niedaleko jego domu Jornet narzucił sobie ostre tempo. Niestety po przebiegnięciu 134,8 kilometra w ciągu 10 godzin i 20 minut ostry ból w klatce piersiowej i zawroty głowy zmusiły Jorneta do wycofania się z projektu, do którego przygotowywał się od niemal roku. 

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ ZGODNIE Z PLANEM

Przy temperaturach oscylujących wokół zera Jornet i inny sportowiec z zespołu Salomon — Sebastian Conrad Håkansson — narzucili sobie zawrotne tempo, biegnąc w nowych butach do biegania po twardych nawierzchniach Salomon S/LAB Phantasm, i szybko zostawili za sobą pozostałych czterech zawodników z Norwegii. 

Jornet przebiegł pierwsze 10 km ze średnim tempem 4:16 min na km i ukończył pierwsze 42,4 kilometra (106 okrążeń odpowiadających dystansowi maratonu) w czasie 3:02:23. Zaraz po upływie 10. godziny zawodów zaczęły się jednak kłopoty. W połowie 338. okrążenia Jornet upadł na ziemię, ale organizatorzy wyścigu i personel medyczny szybko się nim zajęli.

 
— Czułem się
całkiem dobrze. Miałem gorsze i lepsze chwile tak, jak to bywa w trakcie takich wyścigów stwierdził Jornet. — Z moim ciałem i nogami wszystko było w porządku, gdy nagle poczułem dwa bolesne ukłucia w klatce piersiowej, zaczęło mi się kręcić w głowie i poczułem się wykończony. Ratownicy podeszli do mnie i mnie zbadali. Stwierdzili, że najlepiej będzie zabrać mnie do szpitala.

I właśnie tak noc Jorneta zakończyła się znacznie szybciej, niż planował.

— W szpitalu zrobiono mi kilka badań, aby ustalić, co się stało — wyjaśnił Jornet w sobotę po wypisaniu ze szpitala. — Ich zdaniem to nie jest nic bardzo poważnego.

OD POMYSŁU KILIANA DO RZECZYWISTOŚCI

24-godzinne wyzwanie Phantasm zorganizowane przez firmę Salomon dla Jorneta po tym, jak ogłosił, że jego celem jest przebiegnięcie 24 godzin na bieżni, zostało opóźnione o niemal miesiąc z uwagi na kontuzję, którą Jornet odniósł na treningu, a później zostało przełożone o kolejny tydzień ze względu na złą pogodę.

— Na pomysł przebiegnięcia 24 godzin na bieżni wpadłem jakiś rok temu i zwróciłem się do firmy Salomon o pomoc w zorganizowaniu tego biegu — opowiada Jornet. — Chciałbym, żeby biegł skończył się inaczej, ale i tak odkrywanie nowych rzeczy oraz realizowanie nowych projektów to świetna zabawa. Dlatego pragnę podziękować firmom Salomon i Suunto za wsparcie tego projektu oraz wszystkim, którzy pomogli zorganizować to wydarzenie — począwszy od wolontariuszy na bieżni po społeczność Måndalen i ludzi z klubu biegowego. Myślę, że wolontariuszom było zimniej niż biegaczom.

Temperatury w czasie tych 24 godzin były niższe, niż się spodziewano (około 0 stopni Celsjusza i mniej), ale zdaniem Jorneta nie było to dużą przeszkodą.  

— Oczywiście, że było zimno i biegacze musieli nosić więcej ubrań, ale wolę to od biegania, gdy jest bardzo gorąco — stwierdził Jornet. — Myślę, że pod względem logistycznym było to bardziej wyzwanie dla organizatorów, którzy musieli wysypać sól na bieżni. Planowałem zrealizować ten projekt pięć czy sześć tygodni temu, ale doznałem kilku urazów, a potem kiepska pogoda opóźniła wszystko jeszcze bardziej. A biorąc pod uwagę pandemię COVID, przesunięcie wyścigu byłoby bardzo trudne.

KILIAN NIE BIEGŁ SAM

Ze względu na środki bezpieczeństwa przedsięwzięte w związku z pandemią COVID w wyścigu brali udział tylko sportowcy z Norwegii. Oprócz Jorneta w piątek o 11:00 na linii startu stawiło się pięciu Norwegów. Wszyscy z doświadczeniem w biegach na ultradystansach. Trzech z sześciu zawodników zdołało ukończyć cały 24-godzinny bieg, ale wszystkich pięciu Norwegów dowiodło, że płynie w ich żyłach prawdziwa krew nieustraszonych wikingów. 

Zwyciężył Harald Bjerke, któremu udało się przebiec niesamowity dystans 232,2 km.

— Wszystko mnie boli — stwierdził Bjerke, gdy zegar przestał odliczać 24 godziny. — Mogę tylko biec dalej.

 I tak właśnie zrobił. W rezultacie ukończył bieg z 580 okrążeniami na koncie.

 

Jo Inge Norum ukończył bieg jako 2. i przez 24 godzin pokonał dystans 219,2 km (548 okrążeń). Simen Holvik był tuż za Norumem i gdy w sobotę o 11:00 wystrzelił pistolet sygnałowy, obwieszczając koniec wyścigu, miał przebiegnięty dystans 208,13 km (520 okrążeń). Didrik Hermanson nie ukończył całego 24-godzinnego biegu, ale i tak dokonał heroicznego wyczynu, ponieważ przebiegł 174,8 km (437 okrążeń).

Po przebiegnięciu większości początkowych okrążeń z Jornetem i prowadzeniu w wyścigu przez kilka godzin Håkansson przebiegł 160 km w 12 godzin i 46 minut, a tym samym pobił norweski rekord w biegu na 160 km, po czym zszedł z bieżni na dobre i stwierdził, że jest dumny ze swojego wyczynu. Jego ostateczny wynik to 161,2 km (403 okrążenia). Pozostał na miejscu do soboty rano, aby pogratulować kolegom ukończenia całego 24-godzinnego biegu. 

— Gdy Kilian przyszedł do nas niemal rok temu z tym projektem przebiegnięcia 24 godzin na bieżni, zrozumieliśmy, na jakie wyzwanie się porywa — stwierdził Bruno Laroque, menadżer ds. globalnego marketingu dyscyplin sportu w firmie Salomon. — Oczywiście wynik nie jest taki, na jaki liczyliśmy, ale ufamy Kilianowi i miesiącom przygotowań oraz badań, które poprzedzają każde jego przedsięwzięcie. Z pewnością narażenie się na bieg w takim nowym otoczeniu było olbrzymim ryzykiem dla Kiliana i jesteśmy dumni z jego wysiłków oraz niesamowitej determinacji, którą wykazali się wszyscy zawodnicy w Norwegii. Dziękujemy wszystkim osobom, które to umożliwiły, a także społeczności biegowej za całe jej wsparcie przed tym wydarzeniem i po nim.

4